Otóż w tym wpisie mam nadzieję odpowiedzieć na pytanie, które jest wsadzeniem ręki do gniazda pszczół, czy tam szerszeni, albo innych kąsających i agresywnych stworków. Hardkorowcy ociekający krwią po milionach zabitych przeciwników patrzą na casualowców układających spadające klocki oczami żądnymi przelewu następnej krwi. Tym razem w słusznej sprawie… No ale trochę za bardzo się zapędziłem, ale przyznajcie, coś w tym jest?

Po pierwsze, casuale zajmują mało miejsca na dysku. Ta… Jak on może coś takiego mówić w epoce potężnych dysków twardych? No ale nie każdy takowy posiada, a casuala zainstalujesz wszędzie i zawsze.
Po drugie, casuale bardzo łatwo można szybko dostać w ręce. Te ręce to oczywiście przenośnia taka. Chodzi o to, że wystarczy zakupić je i w mgnieniu oka ściągnąć. Na gry pudełkowe trzeba dłuuugo czekać. No i oczywiście, co się tam ironicznie śmiejesz? Nie uznaje możliwości bycia złodziejem i ściągania pełnych wersji gier z internetu produkcji, które są w sprzedaży. Z resztą czy tak pirat musiałby na nie poczekać dość długo.
Po trzecie, włącza casuala się szybko. Gra się kiedy chce, zapis robimy w mgnieniu oka. Musimy coś zrobić? Ok, nie ma problemu z checkpointem, albo co gorsza z jakąś internetową gierką MMO, kiedy mamusia prosi synka do spania i nie obchodzą jej żadne, dziwnie brzmiące terminy jak: “Walczę z Bossem”, czy “mam Raida”.
Po czwarte, casuale wciągają. Wciągają “jak diabli”. Mają w sobie ten urok, czar. Ten klimat. Jednak to bardzo subiektywne, bardzo indywidualne.
Ja mogę z dumą o sobie powiedzieć, że jestem graczem typu casual. A ty?



